Ryzykiem okazała się również ograniczona konkurencja wykonawców
Konsultacje z rynkiem ujawniły dodatkowy problem. Inwestycja nie cieszyła się dużym zainteresowaniem potencjalnych wykonawców. Powodem był wysoki poziom skomplikowania technicznego i logistycznego, dodatkowo pogłębiony lokalizacją w centrum miasta i ograniczonym miejscem na organizację zaplecza budowy. Dla wykonawcy oznaczało to większe ryzyko prowadzenia prac, trudniejszą logistykę i potrzebę bardzo dobrej koordynacji.
Mała liczba potencjalnych oferentów ma bezpośrednie przełożenie na koszt inwestycji. Zmniejsza konkurencję cenową, zwiększa rozrzut ofert i powoduje, że wykonawcy częściej uwzględniają w cenie dodatkowe premie za ryzyko. Inwestor ma również słabszą pozycję podczas negocjowania pozostałych warunków kontraktowych.
To istotny element kontroli kosztów, który łatwo pominąć. Koszt inwestycji nie wynika wyłącznie z ilości robót i cen jednostkowych. Zależy również od tego, jak rynek ocenia dany projekt i jakie ryzyka będzie chciał uwzględnić w swojej cenie.
Czy zmiana modelu realizacji mogła pomóc?
Pierwotnie zakładano wybór Generalnego Wykonawcy na podstawie projektu przygotowanego przez inwestora. Przy rosnącej presji kosztowej i czasowej zdecydowano jednak o zmianie formuły zamówienia na „Zaprojektuj i Wybuduj”. Odpowiedzialność za przygotowanie projektu wykonawczego miała zostać przeniesiona na Generalnego Wykonawcę. Założenie było racjonalne: wykorzystać doświadczenie wykonawców i stworzyć dodatkową przestrzeń do optymalizacji rozwiązań technicznych.
Postępowanie trwało około trzech miesięcy i obejmowało kilka rund rozmów. Jedna z nich została w całości poświęcona propozycjom optymalizacyjnym. Pomimo tego najniższa oferta nadal przekraczała budżet o ponad 20%.
Wykonawcy wskazywali możliwości dalszych oszczędności, ale ich zakres był ograniczony do zmian możliwych bez zasadniczej przebudowy projektu budowlanego. W tym momencie ujawnił się rzeczywisty koszt późnej reakcji. Większe oszczędności wymagałyby już powrotu do wcześniejszych decyzji projektowych oraz formalnych.
Im większa oszczędność, tym głębsza ingerencja w projekt
W tej sytuacji samo poszukiwanie kolejnych tańszych rozwiązań przestało wystarczać. Potrzebna była analiza scenariuszy pokazująca, jak głęboko trzeba ingerować w projekt, aby uzyskać istotną redukcję kosztów. Przygotowane “feasibility study” podzieliło możliwe działania na cztery poziomy: optymalizacje jakościowe, zmiany wymagające projektu budowlanego zamiennego, ograniczenie programu funkcjonalnego oraz obniżenie standardu inwestycji.
Każdy kolejny poziom dawał większy potencjał redukcji kosztów, ale jednocześnie coraz mocniej ingerował w projekt, harmonogram oraz pierwotne założenia biznesowe. Początkowo można było jeszcze zmieniać rozwiązania bez naruszania podstawowej dokumentacji. Później oszczędność oznaczała już projekt zamienny, ograniczenie powierzchni lub zmianę standardu obiektu.
Analiza przestała więc odpowiadać wyłącznie na pytanie: „gdzie możemy zaoszczędzić?”. Znacznie ważniejsze stało się pytanie: które elementy możemy zmienić, aby inwestycja nadal realizowała swoje pierwotne cele biznesowe?